Nasz pierwszy długi wyjazd…

Na rowerach jeździmy od dawna.

Jeździmy dość dużo. Jednak do tej pory były to wyjazdy jednodniowe, choć niektóre całkiem długie.
W końcu dojrzeliśmy do tego, by wybrać się na jakiś kilkudniowy wypad. Pomysł od razu mocny – nad morze.
Zacznijmy jednak od początku…

(Odtworzone na podstawie bikestats).  

Dzień 1.    127,1 km

No i w końcu ruszyliśmy…
Do samego wyjazdu nie byliśmy pewni kierunku ani formy naszych wakacji.
A to może gdzieś rowerem, a może nad morze z rowerami na samochodzie, a może w tą nieciekawą pogodę do Chorwacji…
W końcu w niedzielne popołudnie pada hasło, wcześniej bardzo, ale to bardzo nieśmiało wspomniane – JEDZIEMY ROWERAMI NAD MORZE!
Spakowani, trasa wyznaczona i ruszamy…

Wstępnie zakładaliśmy przejazd tych ok.700 km w 5 dni, ok.140-150 km dziennie. 
To pierwsza taka nasza wyprawa kilkudniowa i nie bardzo wiedzieliśmy czego oczekiwać. 
Po nas, po pogodzie, po sprzęcie.
Pierwszy dzień za sprawą pofałdowanego terenu, obciążonych rowerów i dość silnego wiatru z kierunku północno-zachodniego nieco ostudził nasze zapędy w przejechaniu zakładanego dystansu. 
Cóż, zobaczymy jak będzie dalej.
Pierwszy nocleg wypadł w Opolu, w hoteliku AZYL.

Dzień 2.   125,9 km

Drugi dzień przywitał nas… wiatrem 🙂
Po ok.25 km zacząłem odczuwać duży dyskomfort w lewej łydce, ni to ból, ni mrowienie (mam tak od pewnego czasu, pora coś z tym zrobić).
Szybka diagnoza Ilony i nasączyłem organizm magnezem oraz potasem. Trochę pomogło, ale odczuwałem to do końca całej jazdy.

Zaskoczyła nas tego dnia, najbardziej chyba “płaskość” terenu. Choć końcówka etapu nieco pod górę.
Dzisiaj znowu zabrakło nieco do zakładanego dystansu.
W Obornikach Ślaskich noc spędziliśmy w hotelu OSiR.

Dzień 3.   131,7 km

Dzień trzeci. Wstajemy, zaglądamy przez okna i… cisza, nie ma wiatru 😉
Niestety nasza radość była przedwczesna, po pokonaniu ponad 20 km – włączyli ponownie wiatr 🙁 
Doszły do tego “kocie łby” w mijanych miejscowościach oraz bardzo słabej jakości “łatany” asfalt, co odczuły nasze części ciała stykające się z siodełkami. 
Myślałem tylko o tym, by od tych drgań nie rozpadły się nasze rowery.

Teren już też nie taki płaski, jak wczoraj.
Choć przejechaliśmy rekordowy dystans na tej wyprawie, udało się nadrobić niewiele z wcześniej “utraconych” kilometrów i zaczęliśmy powoli myśleć o korekcie marszruty.
Wieczorny spacerek po pięknym parku w Wolsztynie i tamże nocleg ( w Wolsztynie a nie w parku 😉 .

Dzień 4.   160,3 km

Czwarty dzień naszej wyprawy był przełomowy.
Pokrzepieni potężną kawą na jednej ze stacji paliw (nie będzie lokowania produktu), ruszyliśmy w dalsza drogę.
Dużo słabszy wiatr, cudne odcinki dróg i chyba myśl,że to naprawdę może się udać powodowały, że na liczniku wreszcie zaczęły się pojawiać prędkości powyżej 20 a nawet 25 km/godz. Kilometry tez przybywały jakoś szybciej niż dotychczas 😉

Zaświtała w pewnym momencie myśl o pobiciu rekordu dziennego i udało się.
Wynik z tego dnia zrobił na nas duże wrażenie i wciąż nie pozbawiał nas szans dojechania w 5 dni nad morze.
Do tego noc w rewelacyjnej okolicy i wspaniałym pensjonacie Zielone Wzgórze w Osetnej dopełniły radości
tego niezwykle udanego dnia.

Dzień 5.   152,5 km

Dzień piąty – ostatni 🙁
Radośni, że już dziś możemy zamoczyć nogi w słonej wodzie, a zarazem trochę smutni, bo dobiega kres naszej przygody ruszyliśmy w stronę Bałtyku. 
Jechało się dość dobrze, mimo znowu wzmożonego wiatru. Niosła nas myśl, że zbliżamy się coraz bardziej do celu.
Miło wspominać będziemy nasz ostatni obiad na trasie 😉 
Niecałe 20 zł w markecie z owadem, a frajda jakby to był obiad w najlepszej restauracji.
Do tego towarzystwo fajnego psiaka dodatkowo poprawiło nam humory.

Niestety popsuły się nam trochę, gdy zobaczyliśmy w okolicy Wolina, przy wjeździe na drogę nr 3, 
która mieliśmy dotrzeć do Świnoujścia znak obwieszczający zakaz wjazdu rowerów ;(

Trochę z tego powodu podupadło morale (zwłaszcza moje), dawało nam się już odczuwać coraz mocniej zmęczenie i świadomość dość sporego nadłożenia drogi.
Cóż – szybka korekta trasy i jedziemy. “Trochę” nas zaskoczyło ukształtowanie terenu przed Międzyzdrojami 😉

Szczęśliwie dotarliśmy do Międzyzdrojów i tam postanowiliśmy zostać na kilka dni już bardziej “klasycznego” wypoczynku.
Spędziliśmy tam wspaniały tydzień, przy wymarzonej pogodzie. Z codziennymi długimi spacerami, plażowaniem, kąpielami w morzu i oczywiście… wycieczkami rowerowymi.

Robert

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *