Morze… i co dalej?

Bardzo spodobał się nam ubiegłoroczny rowerowy wyjazd nad morze.
Nie dość, że była to wspaniała przygoda z kilkoma zaskakującymi sytuacjami, to także był pewien sprawdzian dla nas.
Czy damy radę jechać kilka dni pod rząd po kilkadziesiąt kilometrów ?
Jak trudna jest jazda obciążonym rowerem ?
Jak wygląda kwestia codziennego życia “na walizkach”(raczej “na sakwach” 😉 ?
Czy nasze rowery są w stanie wytrzymać trudy kilkudniowej/kilkuset kilometrowej jazdy z sakwami (wcale nie lekkimi) ?
Odpowiedzi na te i wiele innych pytań doprowadziło nas do stwierdzenia, że właśnie ta forma wypoczynku(sic!) jest dla nas.

Odpowiada nam pod wieloma względami.
Nie dość, że aktywna, to jeszcze połączona ze zwiedzaniem miejsc, których nie zobaczymy z samochodu, czy z autokaru z przewodnikiem.
A przede wszystkim niezależność.
Sami decydujemy jak długo jedziemy, kiedy się zatrzymujemy, kiedy i co jemy, gdzie śpimy.
Idąc tym tokiem rozumowania, pomyśleliśmy,że może to właśnie jest pora by spróbować jakiegoś wyjazdu zagranicznego.
Do tej pory mieliśmy tylko doświadczenie w wyjazdach zagranicznych na teren Czech, które mamy “pod ręką” ;).
Owszem byliśmy dwa razy w Chorwacji z rowerami, ale to nie to. To były wczasy, na których mieliśmy swoje rowery i mieliśmy możliwość jeździć na krótkie wycieczki, by móc aktywnie spędzać czas. (No może z wyjątkiem jednej chorwackiej wycieczki, którą tu opiszę, bo myślę, że warto).
Trzeba spróbować konkretnego wyjazdu, choćby na klika dni, ale takiego, by był zgoła inny od dotychczasowych i taki naprawdę “zagraniczny”.
I tak też postanowiliśmy…
Ale o tym już wkrótce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *