Hiszpania 2018 cz. 3

Dzień 7

Dziś nieco słabszy wiatr, lepiej się jedzie. Bardzo dużo rowerzystów na drodze, może dlatego, że to niedziela?


Duża część trasy przebiegała dziś między polami pomarańczy. Ich zapach był tak intensywny, że nawet potem już mi przeszkadzał. Przyglądaliśmy się po drodze, w jaki sposób nawadniane są pola uprawne oraz ogrody i byliśmy pod wielkim wrażeniem misternie wykonanych kanałów wodnych.

Pod koniec dnia zaczęło być dość pagórkowato, ale za to ostatni zjazd (niestety w lekkim deszczyku, jedynym w czasie całego wypadu) wynagrodził wcześniejszy wysiłek.
Dotarliśmy do Calp/ Calpe.

Dzień 8

To ostatni etap naszej zaplanowanej hiszpańskiej trasy. 
Pozostało nam dotarcie do Alicante i stamtąd powrót do domu. 
Jechaliśmy niespiesznie, co chwilę zatrzymując się na foty. A było co uwieczniać, trasa dość zróżnicowana z pięknymi miejscami.

Przejeżdżamy przez Benidorm – miasto opanowane przez Brytyjczyków. Na każdym kroku puby z nazwami angielskich miast, flagi wszystkich państw wyspiarskich i piwo lejące się szerokim strumieniem. Niby znikąd wyrastają przed nami kilkudziesięciopiętrowe budynki, które w otoczeniu niskiej zabudowy dopiero robią wrażenie.
Ma też miejsce przeprawa przez tunele/wiadukty, które podnoszą trochę adrenalinę z racji wysokości.
Docieramy za Alicante, mamy tam 2 noclegi w apartamencie.

Dzień 9

To ostatni dzień naszej hiszpańskiej przygody. 
Po wczorajszym wałęsaniu się po mieście, przed południem opuszczamy Alicante Hills i udajemy się na miasto. Powoli jedziemy zobaczyć, to, co pominęliśmy wczoraj- ulicę z Grzybami i Mercator Central. Potem kawa w uroczej caffeterii i jedziemy do marketu budowlanego po folię i taśmę do pakowania rowerów.
Powrót do centrum, plaża, kąpiel.

Pod wieczór udajemy się w okolice dworca centralnego, skąd kursuje specjalny autobus na lotnisko. Zostawiam Inę z rowerami , sam udaję się do pobliskiego sklepu rowerowego, po wczoraj umówione pudła. Pakujemy rowery i gdy już jesteśmy gotowi do jazdy okazuje się to niemożliwe, za sprawą zmienionego rozkładu – ze względu na obchody Wielkiego Tygodnia (parady, korowody, zamknięte ulice itp. )
Z przygodami, dzięki pomocy sympatycznej Rosjanki (!) z córką oraz jej znajomego, docieramy na lotnisko. Dziękujemy im za pomoc i życzymy wszystkiego dobrego.
Rano powrót do Polski, potem autem do domu.
Podsumowując te ponad 700km przejechane po Hiszpanii, to był pięknie spędzony czas -WARTO BYŁO.
Kraj bardzo przyjaźnie nastawiony do rowerzystów, ludzie żyjący „na lajcie”, nie robiący z niczego problemu, pachnący ogrodami pomarańczowymi , cafeteriami. Fajnie.
Hiszpanio, nie mówimy żegnaj – mówimy do zobaczenia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *