Hiszpania 2018 cz.2

Dzień 4

To najdłuższy etap naszej hiszpańskiej wyprawy. 
A to za sprawą, tego, że chcieliśmy troszkę pobyć w Walencji. Możliwości noclegu tam były mocno ograniczone, z powodu odbywających się imprez . Postanowiliśmy dojechać jak najbliżej Walencji, znaleźć nocleg, następnie zwiedzić miasto i ponownie 20-30 km za Walencją zanocować.

Początek jazdy taki, że każdy mógłby pozazdrościć – dość mocny wiatr w plecy. Osiągnięcie 25-30 km/godz odbywało się bez praktycznie wysiłku. Niestety, jak to w życiu bywa „piękne są tylko chwile”. Po kilkunastu km zmieniliśmy kierunek jazdy i przyszło się mam z tym wiatrem zmagać niemal face-to-face. Masakra. Potem było trochę lepiej. Wiało, ale bardziej z boku. 
Cóż napisać o trasie? Nic nowego – dalej pięknie, malowniczo, końcówka nas troszkę wytrzepała. Mieliśmy do pokonania ok. 15 km szutrów po Parc Natural de la Serra d’Irta, pięknie, ale pod koniec już nużąco.
W trasie załatwiliśmy nocleg i dotarliśmy do Oropesa del Mar. Spacer, zakupy, nocleg.

Dzień 5

Dzisiejszy dzień zaczął się mocnym akcentem. Po ruszeniu z hotelu pomyliłem się w nawigowaniu i przyszło się nam dość intensywnie wspinać. Po niecałych 3 km byliśmy już prawie na wysokości 180 m. A w dole widzieliśmy piękną ścieżkę rowerową, którą mieliśmy jechać . Widoki trochę osłodziły gorycz pomyłki. Potem szalony zjazd na ową ścieżkę, poprowadzoną dawny szlakiem kolejowym.

Ścieżka rowerowa wiedzie malowniczą trasą między Oropesa del Mar a Benicassim. Może nie jest zbyt długa, raptem kilka kilometrów, ale zapewnia moc wrażeń. Poprowadzona jest dawnym szlakiem kolejowym, stąd wykute w skale tunele i wąwozy. No i ten ciągły widok na morze…

Jedziemy dużo nadmorskimi deptakami. Również spora część trasy wiedzie między ogrodami, w których uprawiane są pomarańcze. Zapach powala.
Meta w L’Ampolli, ok. 20-25km od Walencji.

Dzień 6

Główny punkt dzisiejszego dnia to Walencja. 
Docieramy doń dość szybko. Od wjazdu w wąskie uliczki starówki widać i czuć tłok. Pierwszy punkt to Plac Katedralny z ciekawą fontanną – Neptun + 8 nagich babek 😉
Potem udajemy się tuż obok, Plac de la Reina ze słynną katedrą, w której przechowują Świętego Gralla. 

 Powoli jedziemy do Mercat Central, zobaczyć największy w Europie targ miejski. Można tam dostać oczopląsu od widoku niezliczonych wiszących szynek Jamones oraz kolorowych owoców i warzyw.

Przy nim szczególnie gwarno i tłoczno, za sprawą świętowania przez Walencjan nadejścia wiosny. Jesteśmy świadkami występu jakiegoś regionalnego zespołu tanecznego oraz początku gotowania/smażenia gigantycznej paeli. 

Po chwili zaczynamy spokojny odwrót w stronę dawnego koryta Turii. Wracając przez Plac de la Reina natykamy się na sporą grupę sakwiarzy. Po krótkiej chwili okazuje się, że to Czesi, którzy są w trakcie podróży, mającej na celu objechać świat. Po krótkiej rozmowie udzielamy im małego wsparcia i życzymy powodzenia w realizacji planu. My wjeżdżamy po chwili w koryto Turii i rozkoszujemy się widokami, spokojem i chwilową ucieczką od zgiełku wielkiego masta. Mijamy niespiesznie Park Gulliwera i dojeżdżamy do gmachu Opery, która jest w kompleksie Miasteczko Sztuki i Nauki. To dopiero robi na nas wrażenie, widzieliśmy wcześniej fotografie tych budynków, ale na żywo to jest dużo większe i piękniejsze. W Miasteczku trwały przygotowania do Mistrzostw Świata w Półmaratonie czyli też tłoczno 😉

Opuszczamy Walencję i udajemy się do malowniczej Cullery na nocleg w urokliwym hoteliku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *