Hiszpania 2018 cz.1

Któregoś styczniowego dnia Ilona zastanawiała się, co zrobić z zeszłorocznym urlopem.
Aż wymyśliła – pojedziemy do Hiszpanii z rowerami (!)
Zaskoczyło mnie to dość mocno.
Odkąd pamiętam, zawsze się jej marzyło by zwiedzić Hiszpanię. A jakby jeszcze można było jeździć tam rowerem, było kluczowym argumentem. Spodobało się i mnie 🙂
No, i zaczęło się…
Na mnie, z racji posiadania dużej ilości czasu, spadła niemal cała logistyka – bilety, plan podróży, kwestia noclegów, pakowanie sprzętu…
Wymyśliliśmy, że polecimy do Barcelony i stamtąd wzdłuż wybrzeża dojedziemy do Alicante i powrót samolotem.


Wreszcie nadszedł TEN dzień i ruszyliśmy w kierunku Modlina – autem z zapakowanymi rowerami i resztą maneli.
Później 3-godzinny lot (nasz pierwszy) i wylądowaliśmy w Barcelonie. Po spędzeniu resztki nocy na lotnisku, złożeniu rowerów ruszyliśmy na miasto. 
Pierwszy rekonesans i od razu masa wrażeń. 
Pokręciliśmy się po mieście, zjedliśmy obiad i udaliśmy się do hotelu pod Barceloną. Tam kąpiel, rozpakowanie się i… powrót do miasta.

Chcieliśmy zobaczyć pokaz fontann przy Montjuic. Niestety nie zobaczyliśmy, nawet nie wiemy dlaczego, miały tego dnia być 🙁 
Trudno – wróciliśmy na nocleg do hotelu. Nazajutrz czekała nas piesza wycieczka ze zwiedzaniem.

Dzień 2.

Po wczorajszym wałęsaniu się (22,5 km) po Barcelonie nadszedł czas ruszyć w drogę.
Ranek dość chłodny, w nocy coś popadało. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy na skrzyżowaniu samochód z 5 cm warstwą … śniegu (!). Myśleliśmy, że tego widoku uda nam się uniknąć chociaż tu, ale nie… Góry w oddali również ośnieżone, trochę nas to zaskoczyło.

W miarę upływu czasu słońce coraz wyżej, robi się cieplej, przeszkadza tylko wiatr.
Jedziemy malowniczo położoną drogą nad samym brzegiem morza, niestety dość ruchliwą.
Czujemy się mimo to bezpiecznie, z racji dość szerokiego pobocza i znakom drogowym, przypominającym kierowcom o utrzymaniu odległości 1,5 m od rowerzysty.
Po kilkudziesięciu km zjeżdżamy na drogi o dużo mniejszym natężeniu ruchu, ale wciąż z cudnymi widokami. Często poruszamy się, gdy to tylko możliwe deptakami w nadmorskich miejscowościach.

Po południu załatwiamy nocleg, kończymy jazdę w Tarragonie. Wieczorem jeszcze spacer po uroczym mieście.

Dzień 3.

Kolejny dzień zaczynamy od obejrzenia, znalezionego wcześniej w sieci, starożytnego akweduktu nieopodal Tarragony. Dojazd do niego niepostrzeżenie okazuje się dość trudny, ale jak widać możliwy 😉
Piękny widok, potężna budowla oraz świadomość, że przetrwało to przez tyle lat – tyle na początek dnia. Wietrznego dnia. Dał nam szczególnie popalić podczas ostatniego, długiego podjazdu.

Nawet zjazd w dół nie osłodził nam trudu podjazdu, na tyle, że postanowiliśmy od razu poszukać noclegu zaraz po dojechaniu do morza. Znaleźliśmy hotel z widokiem na morze/port w malowniczej miejscowości L’Ampolla. Dzień zakończyliśmy wieczornym spacerem, przywołując w pamięci wspomnienia pięknych miejsc, które było nam dane zobaczyć tego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *